Krew, pot i łzy - Les Miserables w łódzkim Teatrze Muzycznym

Pot lśnił na twarzach ciężko pracujących aktorów, krew na szczęście była tylko sztuczna, a prawdziwe zaś były łzy wzruszenia publiczności, która zgotowała twórcom Les Miserables owacje na stojąco. Kurtyna Teatru Muzycznego w Łodzi podnosiła się i opadała wielokrotnie, a ukłonom w stronę publiki nie było końca.

8 października Łódź pierwszy raz zobaczyła swoich Nędzników. Choć to jeszcze moment przed premierą, to widzowie poczuli się wyjątkowo. W 1982 roku gdy obecny dyrektor do spraw artystycznych oraz reżyser spektaklu Zbigniew Macias kończył Akademię Muzyczną w Łodzi, w Londynie rozpoczynały się pracę na angielską wersją musicalu Les Miserables. Po trzech latach przygotowań świat poznał dzieło Claude-Michela Schönberga i Herberta Kretzmera, przedstawienie, które nieprzerwanie wystawiane jest na scenach w blisko 42 krajach, w ponad 20 wersjach językowych.

Od czego zacząć recenzję? Chyba od końca. Po spektaklu - co niespotykane - realizatorzy musicalu zaprosili widzów... na spotkanie. Odebrałem to jako wyraz ogromnego szacunku artystów do publiczności. Jak powiedział reżyser, miała to być okazja to wymiany spostrzeżeń, dzięki którym spektakl można by ulepszyć. Spotkanie z aktorami jeszcze bardziej zmniejszyło subtelną granicę między sceną a widownią. Skromnością zaskoczył Marcin Jajkiewicz. 33-latek - mimo niewielkich wokalnych ucieczek w stronę rockowego brzmienia (kolejna rola koniecznie w Jesus Christ Superstar), z zauważalnym wysiłkiem, ale i z sukcesem stworzył dojrzałą postać Jean Valljeana - galernika, dobrodusznego burmistrza, wojownika z barykady, ale i kochającego i oddanego ojca. Wielobarwna postać Valljeana to wyzwanie dla artysty, zwłaszcza dla debiutującego na scenie musicalowej. "Kim mam być" oraz "Daj mu żyć" - solowe wykonania Jajkiewicza potwierdziły słuszność wyboru realizatorów przedstawienia.

Więcej dojrzałości, doświadczenia i opanowania na scenie można było dostrzec w roli inspektora Javerta, stworzonej przez perfekcyjnego Pawła Erdmana, solistę Teatr Muzycznego w Łodzi. Oschły służbista ścigający Jean Valljeana, a jednocześnie bogobojny i romantyczny Javert (utwór "Gwiazdy"), z każdą następną sceną zabierał widza w mroki swojej duszy. Wokół ról Jajkiewicza i Erdmana rozegrały się wydarzenia rozciągające się przestrzeni kilkudziesięciu od lat. W życiu Valljeana i Javerta pojawiła się Fantyna, zagrana przez Agnieszkę Przekupień (w tym sezonie występującą m.in. w białostockim "Doktorze Żywago"). "Wyśniłam sen" ("I dreamed a dream) - song, który stał się jednym z wielkich przebojów, poraz kolejny udowodnił niesamowity talent wokalny arystyki. Nuty nadziei, rozmarzenia, miłości, ale i bólu, żalu i zawiści, wyśpiewane przez Przekupień w ciągu kilku minut, poruszyły słuchających.

Celnym rozwiązaniem okazało się obsadzenie ról Cosette i Mariusa Pontmercy bardzo młodymi artystami. Ewa Spanowska (studentka Akademii Muzycznej w Łodzi) oraz Michał Dudkowski (uczeń Edyty Krzemień) stworzyli postacie delikatne, subtelne. Udało się wiarygodnie (z pewnością zgodnie z zamysłem twórców Les Miserable) pokazać rodzące się uczucia ("Z biegiem lat", "Jest w sercu mym"), ale i ból po przegranej walce ( "Puste krzesła"). Uznanie należy się też Monice Mulskiej, znanej widzom TM w Łodzi z roli Roksany w Cyrano. Zagrana przez nią Eponine, odsunięta na margines życia, zakochana bez wzajemności, walczy o swoje miejsce u boku ukochanego ("Sama tak"). Walczy również na barykadzie i by stać się jej pierwszą ofiarą ("To tylko pada deszcz").

Do pierwszego w Łodzi pokazu Les Miserable zaproszono również Łukasza Zagrobelnego. Wraca w roli, którą kreował w warszawskiej wersji spektaklu, dowódcy obrońców barykady Enjolrasa. Porywa do walki intonując pieśń "Słuchaj kiedy śpiewa lud". Nie ma wątpliwości, że osadzone w historii role (podobnie w "Doktorze Żywago") to dla Zagrobelnego żywioł. Nie można nie wspomnieć o postaciach karczmarza i złodziejaszka Thénardier i jego żony. Brzydcy, odrażający, a przy tym przerysowani i śmieszni - wykreowani przez Agnieszkę Gabrysiak i Piotra Kowalczyka - dawali chwile wytchnienia i humoru w świecie "Nędzników".

Nie ulega wątpliwości, że największe oklaski, zbierali najmniejsi aktorzy. Paweł Szymański jako Gavroche na scenie czuł się jak ryba w wodzie. Wiktoria Woźniacka - w roli małej Cosette - naprawdę zabrała nas do "Zamku pośród chmur". W roli tej zobaczymy również Antoninę Lewińską, która w pierwszym spektaklu była małą Eponine.

lesmis1jpg

Chciałoby się podkreślić zasługi każdego z osobna. 50-osobowy zespół Teatru Muzycznego odnalazł się na galerach Tulon, w mrocznych zakamarkach Montreuil-sur-Mer, w karczmie Thénardiera, na ulicach Paryża i na barykadach stłumionego powstania. Unosząca się na poziomem sceny batuta Michała Kocimskiego poprowadziła przez jedną z trudniejszych partytur orkiesrtę muzycznej sceny Łodzi. Dla was wyrazy mojego szacunku.

Nie mogę sobie odmówić - zauroczyła mnie też scenografia. Szare budynki, kryjące tajemnice dziewiętnastowiecznej Francji, połączone z dyskretnymi animacjami, stanowiły dopełnienie muzycznego dzieła. Bohaterka spektaklu - barykada - zapierała dech, zwłaszcza w scenie, gdy buszował po niej Javert szukając Valljeana. Obracająca się konstrukcja, oddała dramatyzm miejsca. Wyczekiwałem również sceny samobójstwa inspektora, która dzięki odrobinie techniki, wypadła przekonująco.

Musical Les Miserable trzeba zobaczyć w Teatrze Muzyczny w Łodzi. Zarówno jeśli nigdy wcześniej się go nie widziało, ale również mając "zaliczone" inscenizacje z TM w Gdyni oraz TM Roma w Warszawie. Najlepiej odrzucić pokusę porównywania i oddać się artystycznej przyjemności trwającej od ponad 32 lat, której łódzki spektakl staję się częścią. Ważna częścią.


Warto odwiedzić stronę spektaklu: https://www.lesmispl.com/

Fot. Michal Matuszak, źródło: www.lesmispl.com