Metro. "Musical stał się częścią mojego życia"

Musical Janusza Józefowicza i Janusza Stokłosy zrewolucjonizował rynek teatrów muzycznych w Polsce. "Metro" wprowadziło Broadway na polskie sceny. I co ważne... było i jest "nasze". Dlatego nie dziwi, że ten zagrany ponad 2100 razy spektakl, dla wielu jest ważną częścią życia. Czasami dosłownie! Musicalove.info rozmawia z Maciejem Łukomskim, który do "Metra" schodził... 67 razy.

musicalove.info: Twoja miłość do musicalu "Metro" zaczęła się bardzo wcześnie...

Maciej Łukomski: Po raz pierwszy o „Metrze” usłyszałem w połowie lat 90 – tych. W jednej z gazet przeczytałem, że trzeba ten spektakl zobaczyć, bo świetnie tańczą i śpiewają. Podobno czegoś takiego polski teatr nie widział. Miałem wtedy 12 lat. Od kilku lat chodziłem już do teatru z dziadkiem, który zabierał mnie nie tylko na bajki, ale także na Szekspira czy Fredrę. Postanowiłem „Metro” zobaczyć. W szóstej klasie podstawówki zaproponowałem wychowawczyni, żeby pójść do Teatru Dramatycznego i zobaczyć musical. Nie przypuszczałem wtedy, że ten wieczór stanie się dla mnie tak wyjątkowy.

Jak wspominasz swój pierwszy kontakt z "Metrem"? Założę się, że pamiętasz dokładnie emocje tego wieczoru?

To był 26 października 1995 roku. Pamiętam, że siedziałem na parterze i od pierwszych minut spektakl chłonąłem. Miałem ciarki na plecach, gdy śpiewała Kasia Groniec. Zachwycał mnie taniec i kolorowe lasery. Po zakończonym spektaklu wiedziałem, że muszę „Metro” koniecznie znowu zobaczyć. Trzy miesiące później ponownie zjawiłem się w Teatrze Dramatycznym. I znowu zachwyciłem się musicalem, który stał się legendą. Po wyjściu z teatru chciałem znowu spektakl obejrzeć.

A potem był pewnie kolejny i kolejny raz? 

Od tamtej pory widziałem musical „Metro” 67 razy.

To chyba nie jesteś rekordzistą? 

Tak, wiem, że mało:), są fani, którzy widzieli spektakl po 300 razy. Z czasem zacząłem zbierać materiały dotyczące przedstawienia, wycinki prasowe, zdobyłem kasetę VHS z nagraniem musicalu, zbierałem autografy wykonawców.

Domyślam się, że chodząc tak często na spektakl nauczyłeś się go na pamięć? 

W domu na okrągło słuchałem piosenek z musicalu. Zrywałem się z lekcji w liceum, żeby zdążyć zobaczyć kolejne „Metro”. Tak, po pewnym czasie na pamięć znałem cały spektakl. Wyłapywałem błędy. Obserwowałem nowych aktorów, którzy dołączali do obsady. Oglądałem w „Metrze” młodą Dodę, Michała Milowicza, Agnieszkę Włodarczyk i Natasze Urbańską. Podziwiałem wytrwałość, tych artystów, którzy grali w przedstawieniu od kilku lat. Zastanawiałem się jacy aktorzy grający w spektaklu są w życiu prywatnym.

Aktorzy często opowiadają anegdoty związane z pracą. Słyszałem, że i Ty masz jakieś niezwykłe wspomnienia związane z oglądaniem "Metra"?

Bywałem na spektaklach jubileuszowych i przedstawieniach dwa razy z rzędu jednego dnia. Na jeden z nich przyjechałem do teatru taksówką, z nogą w gipsie. Na inny wszedłem „bez biletu”, bo nie było już wejściówek. Wszedłem tylnym wejściem. Aby mieć na bilety do teatru porządkowałem sąsiadom ogrody. Na studiach pasja do musicalu nie minęła. Dzięki spektaklowi poznałem innych fanów spektaklu, a z czasem też kilka osób z obsady „Metra”.

Tę rozmowę poprzedzam słowami, że dla wielu "Metro" stało się ważną częścią życia. Mam wrażenie, że i dla Ciebie kolejne spektakle stały się elementem "uzależnienia"?

Wszystko jedno czy było słońce, czy padał deszcz, chodziłem na przedstawienie z koleżankami, znajomymi, którzy „nienawidzili” do teatru chodzić, z rodziną, na randki, po zdanych egzaminach, sukcesach i porażkach życiowych. Z czasem musical stał się częścią mojego życia.

Czyżbyś w "Metrze" odnalazł siebie?

Nagle okazało się, że niektóre teksty piosenek opowiadają o moich życiowych doświadczeniach, emocjach, które przeżywałem, problemach dorosłości. Tekstem piosenki „Wszystko jedno czy słońce czy deszcz” z „Metra” wyznawałem miłość dziewczynom. Nie wiem, co mnie ciągnęło do oglądania kolejnych spektakli, pomimo, że znałem musical na pamięć. Może to był narkotyk na każdy ból ? Chęć posłuchania jeszcze raz pięknych piosenek ? Oderwanie od codzienności. Magia?

Nie będę obliczał ile masz lat , ale czy nadal jedziesz tym "Metrem"?

Dziś bywam na „Metrze” sporadycznie. Raz, czasem dwa razy do roku. Mam nowe pasje, zajęcia. Przez te lata diametralnie zmieniło się moje życie i zmieniłem się ja. Lata 1995 – 2014 spędzone na „Metrze”, wspominam z rozrzewnieniem. I cieszę się, że dane mi było przeżyć ten czas. Masa wspomnień i niezapomnianych chwil, których nikt i nic mi nie zabierze. Dobrze, że „Metro” nadal jest grane. Kto wie, może na najbliższym spektaklu pojawi się kolejny 12 -latek i na długie lata zachwyci się magią „Metra”. Bo warto mieć w życiu taki spektakl, do którego wraca się, kiedy na nowo chce się poczuć energię do życia.

Dziękuję twórcom „Metra” i wszystkim wykonawcom spektaklu, że dzięki Wam mogłem przeżyć te niezapomniane chwile.