"Mordować można na wiele sposobów"

Teatr Muzyczny w Poznaniu pożegnał się z musicalem "Jekyll&Hyde".

Ostatnim, weekendowym spektaklom towarzyszyły spotkania z artystami. Po spektaklach podpisywali gadżety związane z musicalem. Ustawiały się kolejki chętnych po autografy. Nie zabrakło też zainteresowania sobotnim spotkaniem w foyer teatru. Tym bardziej, że gospodarze nie zawiedli.
O przeżyciach związanych ze spektaklem opowiadali: Janusz Kruciński i Damian Aleksander - odtwórcy roli tytułowej, Monika Bestecka (Lucy Harris), Ewa Łobaczewska (Emma Carew), Seweryn Wieczorek (Simon Stride) i Agnieszka Wawrzyniak (Lady Beaconsfield).

W trakcie spotkania pojawiło się wiele pytań, w tym od internautów (spotkanie było transmitowane na Facebooku).

- Co zrobię z Jekyllem i Hydem? Gdzieś to zostanie jako element mojej osobowości - mówił Damian Aleksander. - Każdy aktor czerpie z granej postaci, ale też daje jej coś z tego kim jest w życiu. Każdy z nas ma takie osobowości, a nie zawsze ma okazję je pokazać bez posądzenia o choroby psychiczne. Na scenie da się to zrobić. Za to kocham teatr, a szczególnie teatr muzyczny, który pozwala podnieść emocjonalność na jeszcze wyższy poziom. Jekyll i Hyde będzie dla mnie inspiracją do wielu rzeczy. Nadał wiele cech, które mogą sprawdzić się w kolejnych postaciach. Szkoda, że schodzimy z tym spektaklem. Jest klasycznym musicalem, który wielu z was inspiruje.

Nie zabrakło analizy przesłania spektaklu.

- Każdy człowiek, ten dobry ma w sobie potwora, którego okoliczności mogą uwolnić - mówił Janusz Kruciński. - Ale i każdy człowiek, który odbierany jest przez nas jako zły, ma też w sobie iskrę dobra, tylko sytuacja życiowa zmusiła go do tego, że jest taki jaki jest. Są na to miliony przykładów. Uciekamy się tu do skrótu myślowego. Musimy w jakiś sposób wyzwolić potwora, by pokazać następstwa tego, gdy nie panujemy nad tym, co tkwi w głębi nas.

Aktorki zapytano o postaci przez nie kreowane oraz o to, czy chciałyby zamienić się rolami.

- Mam ochotę na zamianę ról - mówiła Ewa Łobaczewska, grająca Emmę. - Na castingu już miałam rozdarcie wewnętrzne, bo wiedziałam, że Emma pasuje to moich warunków, natomiast Lucy wydawała mi się bardziej interesująca. Pociągający jest jej świat wewnętrzny. Ma przepiękne utwory.

- Lucy tylko w pierwszej scenie przyjmuje pozę - broniła postaci grająca ją Monika Bestecka. - To może zmylić, że jest zdecydowana, pewna siebie, rządząca mężczyznami. To jest jej poza. W głębi duszy myślę, że jest podobna do Emmy, że jest delikatna i marzy by być szczęśliwą. Mieć rodzinę i mężczyznę, który się nią zaopiekuje.

Uczestników spotkania z artystami ciekawiły wpadki i zabawne sytuacje, które zdarzyły się w trakcie realizacji spektaklu.

- Niczego spektakularnego nie pamiętam - mówił Janusz Kruciński. - Przy takim poziomie skupienia skrajnego i wycieńczającego, jakiego wymaga ten spektakl, dość ciężko o błędy. Ciało nauczone jest motoryki i nawet jeśli wyłącza się myślenie, jest ileś bezpieczników, które powodują, że ta maszyna idzie we właściwym kierunku. Wymyśliłem sobie, że w jednej ze scen wchodzę z lampką oliwną na ciemności, żeby pokazać moment kiedy Hyde chce spalić list Jekyll do Lucy - wspomina Kruciński. - Gaszę lampkę dłonią. Kiedyś wszystko sobie przygotowałem, nalałem oliwy, poprawiłem knot. Wygłaszam kwestię i... moja ręka w płomieniach. Było blisko interwencji strażaka. Na szczęście nic się nie stało.

Zabawną sytuację wspomniał Damian Aleksander. - W scenie zabójstwa Lucy pojawia się istotny element - nóż. Jest on mocowany, ale w ferworze różnych działań okazało się, że wypadł. Układam Lucy, żeby jej poderżnąć gardło, sięgam po nóż, a jego nie ma. Co zrobić? Na szczęście mordować można na wiele sposobów. Po prostu udusiłem Lucy. "Lucy" była bardzo zdziwiona dlaczego ją duszę, a nie podrzynam gardło. Teatr jest materią żywą, więc zdarzają się takie sytuacje.

Relację ze spotkania można obejrzeć na profilu FB Teatru Muzycznego w Poznaniu.

Przeczytaj naszą recenzję spektalu.