Zaczęli od “Demona”, ale w dalszą drogę ruszyli z “Jezusem”

1 marca na scenę Teatru Rampa w Warszawie wraca “Jesus Christ Superstar”. Do Świąt Wielkanocnych zaplanowano ponad 20 wystawień musicalu. To już trzeci sezon spektaklu na tej scenie i wszystko wskazuje na to, że nie ostatni!

Musicalove.info rozmawia z Jakubem Wocialem, odtwórcą roli tytułowej, który wspólnie z Santiago Bello stworzył i wyreżyserował cieszący się ogromnym zainteresowaniem spektakl.

W połowie lutego skończyłeś 32 lata. Wchodzisz w “wiek chrystusowy”. Czy to dodaje wiarygodności granej przez Ciebie postaci?

Nie myślę o tym w ten sposób. Jedynie “mądrość” i doświadczenie zdobyte przez wszystkie lata mojej pracy, są w stanie uatrakcyjnić kreowanie tej postaci; sprawić, że jest ona wiarygodna. Wydaje mi się, że cały mój wkład w tę rolę, opiera się na prawdzie i wartościach, które są we mnie. Jesteśmy ludźmi wrażliwymi, dokładnie zdajemy sobie sprawę z tego, co się wydarzyło. Wystarczy więc, że przepuścimy to przez siebie i nie dorabiając żadnej wyższej ideologii, oddamy to materiałowi. Tak czyniłem przez dwa lata i tak też zamierzam robić to w tym roku. Szczerze mówiąc, z każdym następnym rokiem jestem bardziej dojrzalszy i pewne rzeczy widzę inaczej; zwracam uwagę na inne elementy, które są do wyciągnięcia z tego materiału.

Ile siebie samych włożyliście w przygotowanie “Jesus Christ Superstar”? Ile Jakuba Wociala jest w spektaklu?

Wspólnie z choreografem Santiago Bello i Dorotą Sabak odpowiedzialną za scenografię i kostiumy wszystkie elementy wymyśliliśmy w naszych głowach i zapisaliśmy na kartkach papieru. Potem krok po kroku łącząc to, budowaliśmy całą plastykę i stronę wizualną, po to by było to spójne. Odpowiadając na pytanie, jest w tym wydarzeniu sto procent Kuby Wociala. I jestem w tego dumny, ponieważ jest to teatr jaki lubię. Całkowicie się z tym utożsamiam. Teatr muzyczny to moja pasja, której oddaję się w całości. I tak właśnie z Santim podszedłem do tematu. Nie widziałem wcześniej tak potraktowane tego materiału. Widziałem kilka inscenizacji, które były skupione na komercyjnym podejściu w wersji wizualnej, z dużym rozmachem, co miało robić na oglądającym oszałamiające wrażenie. Ja w “Jesus Christ Superstar” szukałem zupełnie czegoś innego.

Ale chyba nie od początku tak miało być?

Udało się to zbudować przypadkowo, bo nie taki był zamysł tego spektaklu. To miała być wersja koncertowa. I taką na początku tworzyliśmy, ale od sceny do sceny, z próby na próbę wchodziliśmy głębiej w ten temat i budowaliśmy to dużo staranniej, myśląc całościowo, a nie tylko od utworu do utworu. I stąd się wzięły te wszystkie łączniki i choreografia, która jest nieodłącznym elementem zmian scen. “Jesus Christ Superstar” to był czysty przypadek. Poszedłem do dyrektora z propozycją pięciu koncertów przez Wielkanocą i tak zaplanowaliśmy, a że to się rozrosło do takiej formy jaka finalnie nam wyszła, to możemy się z tego tylko cieszyć. Przygotowaliśmy to po nocach, po godzinach naszych innych zajęć. Próby zajęły raptem 3,5 tygodnia. To była ciężka praca, ale dała efekty, z których do dziś jesteśmy dumni.

Mam wrażenie, że Wasz “Jesus Christ Superstar” to wciąż żywa i dynamicznie rozwijająca się materia?

Z roku na rok spektakli jest coraz więcej. Już na przyszły rok zaplanowanych jest dwa razy więcej przedstawień, niż w tym roku. I jeszcze raz podkreślę: z roku na rok jest to coraz lepszy spektakl. Bardziej dojrzały. Jesteśmy starsi, co roku jesteśmy w innym miejscu życia, przez co inaczej “przepuszczamy” ten materiał przez siebie. Dzięki temu jest to bardziej prawdziwe.

Chciałbym w tym miejscu wymienić wszystkie nazwiska pracujących przy “Jezusie” w Teatrze Rampa. Jak udało się skompletować tak niesamowity, zaangażowany i utalentowany zespół ludzi?

Mój dyrektor twierdzi, że to efekt mojej determinacji. To są fantastyczni ludzie, o których warto walczyć. To jest ekipa, która powstała przy okazji produkcji “Rapsodii z Demonem”; to są ludzie zewsząd (śmiech). Taka zbieranina osób, o których słyszałem, opierając się na opinii ludzi, z których zdaniem się liczyłem. I choć to może mało profesjonalne, pisałem do nich e-mailem, albo na Facebooku z zaproszeniem do wzięcia udziału w przesłuchaniach. I ta grupa ma się dobrze i nadal egzystuje. Jest plan, że wspólnie zrealizujemy kolejną premierę.

jezus3jpg

Czy “Jesus Christ Superstar” to forma rekolekcji wielkopostnych, religijne przedstawienie czy po prostu spektakl w teatrze?

Jestem osobą, która stara się do niczego nie dorabiać ideologii. Czy dla widza są to rekolekcje czy jest to po prostu wizyta w teatrze i chęć przeżycia czegoś więcej niż tylko spektakl muzyczny, to jest decyzja każdego z osobna. Moje podejście jest takie, że jest to niesłychanie trudny czas, żeby wspólnie w naszej grupie udowodnić sobie, że jesteśmy w stanie przez tyle razy oddać się temu na takim samym poziomie, jaki zaplanowaliśmy sobie przygotowując pierwsze pięć wystawień “Jezusa” w 2016 roku.  Więc bijemy tylko w prawdę i emocjonalność, “przepuszczamy” to przez siebie. I czy to jest Ania Kędroń, Michał Cyran czy Przemek Niedzielski, czy Sebastian Machalski, to chcemy widzieć tych ludzi, którzy prezentują postać ukształtowaną przez przekaz Biblii. Nie chcemy, ani nie możemy tego zmieniać.  Ale przede wszystkim chodzi nam o prawdę i oto, żeby ci ludzie byli sobą. I to jest wyzwanie, tym bardziej gdy się jest osobą, która to tworzyła, miała to w głowie, a teraz jest wśród tych ludzi na scenie. To również dotyczy dźwięku - w tym roku mamy nowy skład muzyków pod opieką Jana Stokłosy - czy światła. A czasami coś może pójść nie tak.

Kontrolujesz to w trakcie spektaklu?

Ja muszę grać, nie mogę w trakcie myśleć o tym, czy światło było na kogoś źle czy dobrze ustawione. Najważniejsze jest to, że my jesteśmy dla ludzi, dla widzów, którzy przychodzą do Rampy. Mamy dać z siebie 300 procent, żeby widz wyszedł zadowolony, przepełniony prawdą i emocjami.

Odrzucając wszelką skromność. Co jest największym atutem “Jesus Christ Superstar” w Teatrze Rampa?

To chyba właśnie ta prawda. Wielokrotnie to słyszałem od ludzi znajomych i nieznajomych. Również patrząc na zdjęcia, które robi nam fotograf (Kinga Karpati) to widać. Na twarzach artystów nie ma obojętności, nie są to tylko wykonane ruchy, przećwiczone choreografie czy zaśpiewane songi. Ale jest widoczna prawda...

Bilety na "Jesus Christ Superstar" znajdziesz tutaj.

Zdjęcia w tekscie: Kinga Karpati