"Chłopi". Musical o... kobietach

Fot. TM Gdynia, Piotr Manasterski

Od premiery musicalu w reżyserii Wojciecha Kościelniaka minie jesienią 5 lat. Moja subiektywna recenzja pojawia się dopiero teraz, gdy spektakl obejrzałem w Teatrze Muzycznym w Gdyni po raz drugi. Czasami warto zmienić perspektywę (nie tylko miejsce na widowni), żeby ten sam musical poczuć dokładniej, odszukać skrywane w nim tajemnice.

Na początku była obawa. W końcu to szkolna lektura. "Chłopi", powieść Władysława Reymonta, pisana w latach 1901-1908, opublikowana w formie książkowej w latach 1904-1909 ukazuje życie społeczności zamieszkującej wieś Lipce na przestrzeni czterech pór roku. Problematyka utworu skupia się wokół takich zagadnień jak m.in. tematyka chłopska, społeczna i ekonomiczna sytuacja polskiej wsi, konflikt pokoleń, nieuchronność przemijania, wpływ gromady na jednostkę. 

Musicalu "Chłopi" nie można ująć w szkolną formułkę. Bo zaadaptowany przez Wojciecha Kościelnika tekst, stał się autonomicznym dziełem, jednocześnie nietracącym wiele z autentyczności powieści Reymonta. Są pory roku, jest codzienność wsi, są zwyczaje.  Jest cała obyczajowość tamtych czasów. Ale widzowie musicalu dostają znacznie więcej. To obrazy i dźwięki, które podczas czytania książki, możemy tworzyć jedynie w wyobraźni. Świat gdyńskich "Chłopów" pachnie weselnymi potrawami, poraża kolorami sukienek, zachwyca hałasem targowiska, a w pewnym momencie cuchnie gnojem... 

Odniosłem jednak wrażenie, że "Chłopi" w Teatrze Muzycznym w Gdyni to także musical o... kobietach.  Gdy drugi raz oglądałem spektakl, skupiłem m.in. się na wątku Jagny.  

 Jagna (rewelacyjnie zagrana przez Karolinę Trębacz) jest - nie ukrywajmy - obiektem (a może raczej przedmiotem) pożądania mężczyzn - to nie tylko Antek (Rafał Ostrowski), Boryna (Bernard Szyc), ale i wójt (Jacek Wester). Wyróżnia się w tłumie. Rozchylona koszula, błyszczące od potu ciało... Boryna przyznaje: "Jagna powiadają, że łasa na chłopaków". Często staje się obiektem plotek wiejskich kobiet, które mówią między sobą, że "ta Jagna to się kochała z tym i owym, a teraz gospodynią pierwszą będzie". Mało kto zwraca uwagę, że w tej - pozornie - silnej kobiecie kryje się romantyczna dusza: "ja za wodą, ty za wodą, jakże ja ci buzi podam, podam ci ja na listeczku". 

Fot. P. Manasterski / TM Gdynia

To delikatna, artystyczna, a zarazem niezdecydowana dusza, która nie pasuje do otoczenia. Jagna ciągle chce coś zmieniać w swoim życiu na lepsze (czy każdy z nas tego nie robi?). Szuka miłości i dobrego, ciepłego domu: "ja bym kiej dziedziczka chciała w cieple siadać, słodko jadać, co bym kiej dziedziczka miała cudne stroje i pokoje". Marzenia trudno zrealizować, bo w końcu przyznaje mówiąc do Boryny: "co żem ja z Tobą użyła, ani życia, ani świata". Wdaje się w ogniste romanse Z czasem męskie pożądanie przeistacza się w... nienawiść do Jagny: "Zły postawił cię na mojej drodze" - mówi Boryna, a Antek w romansie z Jagną upatruje przyczyny wszystkich spotykających go nieszczęść: "Wszyscy mnie odstąpili, (...) ot cała miłość twa, zmieniła się do cna. Cyganisz jak ten pies".  Z promiennej dziewczyny, staje się postacią, która tłum wyrzuca na gnój...

W "Chłopach" Kościelniaka są jeszcze inne kobiety. Hanka (Karolina Merda), matka trójki dzieci, żona Antka: "Za Jagną lata, a mną pomiata". Gdy Antek idzie do więzienia, bierze na siebie cały ciężar utrzymania rodziny. Jest Jagustynka (Magdalena Smuk), odrzucona przez rodzinę przez co stała się kobietą złośliwą, kąśliwą i podjudzającą mieszkańców wsi do kłótni. Jest też Dominikowa (Agnieszka Kaczor), matka Jagny, Szymka i Jędrzycha, faworyzująca córkę i traktująca synów jak parobków.  Kobiecych charakterów jest więcej. To wokół kobiet kręci się świat mężczyzn, "chłopów".

Nie będę ukrywał, że to właśnie po "Chłopach" stałem się fanem Eweliny Adamskiej-Porczyk. A dokładniej przygotowanej przez nią choreografii. W gdyńskim musicalu w każdej scenie odkrywać można genialne pomysły, w których ruch - chwilami niepozorny, ledwie zauważalny - tworzy cudowne obrazy. W otwierającym utworze "Cicho, ciepło, sennie" wydaje się, że techniczne możliwości teatru załatwiają wszystko - około 50 osób stoi w dwóch kręgach (w zewnętrznym kobiety, w wewnętrznym mężczyźni). Kręcą się w koło na obrotowej platformie. Ale nie to świadczy o atrakcyjności tej sceny. Ciała artystów pulsują, wprawione w magiczny rytm - wyginają się, tancerze wypinają piersi, przestępują z nogi na nogę, odrzucają głowy. Cały czas trzymając się razem. Stanowią jedność, są jak bijące serce wsi... Kolejna scena, która wywarła na mnie ogromne wrażenie to ta z darciem pierza - zmysłowa, tajemnicza, wręcz erotyczna - zatańczona ruchem dłoni, ramion. "Jarmark w Tymowie" czy "Wesele" ("Dobre co je moje, dobre co je twoje") to choreograficzny majstersztyk.

Fot. P. Manasterski / TM Gdynia

Wyrazy szacunku również dla twórcy muzyki Piotra Dziubka i autora piosenek Rafała Dziwisza. Wiele z utworów, dźwięków pozostaje w pamięci. To chyba jedyny polski musical, w którym dźwięki brzmią tak swojsko, folklorystycznie, a jednocześnie tak barwnie czy wręcz kabaretowo (song Kowala - w tej roli niesamowity Krzysztof Wojciechowski). Jest w nich radość, puls życia, ale i refleksja czy nawet smutek. Długo po spektaklu wspominałem przejmujące i wzruszające trio Anioła (Maja Gadzińska) , Kuby (Zbigniew Sikora) i Witka (Zbigniew Trusewicz) - "Jezu mój, Jezusiczku".

W musicalu zachwyca scenografia Damiana Styrny. Niby dosłowna z wiejską chałupą, z kuchnią, na której gotują się potrawy, ale i miejscami niesamowicie symboliczna - zbieranie kapusty w polu, mroczny las. Zachwycają świnie, kuropatwy czy krowa "krwawiąca" czerwonymi koralami. Piękna jest też śmierć Boryny, bajecznie kolorowa... Kolorów nie brakuje strojom (to zasługa Katarzyny Paciorek). Piękno zainspirowane tradycją, dodatkowo cudownie podkreślone kolorem świateł ("Jarmark w Tymowie").

"Chłopi" Wojciecha Kościelniaka to "nasz" musical. To trochę jak wizyta w skansenie, podróż w czasie, powrót do korzeni. A jednocześnie problemy, rozterki i radości, których doświadczamy współcześnie. Może nie wywozimy nikogo na gnoju, ale potrafimy "zmieszać z błotem".  

"Chłopi" to obowiązkowa, musicalowa pozycja. Do której chce się wracać, jak do siebie, jak do własnego domu. 

Fot. P. Manasterski/TM GDYNIA

Najbliższa okazja by obejrzeć "Chłopów" w listopadzie i grudniu 2018 roku. Bilety są w sprzedaży. Zapraszamy do Teatru Muzycznego w Gdyni.

(Recenzja na podstawie spektaklu z dnia 27 stycznia 2018)  



Musicalove aktualności