Roxie wstrząsnęła miastem Kraków


Musical "Chicago" w reżyserii Wojciecha Kościelniaka to "opowieść o morderstwie, chciwości, przemocy, wyzysku i zdradzie, czyli o wszystkich rzeczach, które bliskie są sercu każdego człowieka". Ale i o tym, że nawet z bandziora można zrobić celebrytę.

Zacznijmy recenzję od miejsca, w którym większość recenzji zaczyna się kończyć...   W "Chicago" zachwyca choreografia Eweliny Adamskiej-Porczyk. Przyłapałem się na tym, że po każdej zatańczonej scenie niecierpliwie odliczałem sekundy to kolejnej choreografii. Ciała artystów wirują na scenie. Pulsują nieprawdopodobną energią. Trudno nie ulec wrażeniu, że układy taneczne to nie tylko ruch nóg, dłoni, ale również wtopiona w to mimika, widoczna praca mięśni, czy nawet wibrujące... warkocze. Musical "Chicago" cały jest tańcem. Taniec nie jest tu tłem, ale wyjaśnieniem i uzupełnieniem padających ze sceny słów i dźwięków.

To dlatego zachwycają kolejne - ubrane w choreografię - songi "Cały ten jazz", "Więzienne tango" czy scena konferencji prasowej gdy Roxie Hart staje się narzędziem w rękach prawnika Billego. Jej ciało wygląda jak lalka brzuchomówcy, poddająca się jego manipulacji.

Kolejna produkcja Krakowskiego Teatru Variete udowadnia, że nie trzeba dużej sceny, by powstały na niej zachwycające widza spektakle. To nie tylko wyreżyserowane przez Tadeusza Trylskiego światła - trafiające w punkt - ale również wizualizacje Sławka Fąfary z Atomy Studio, dzięki którym powstają niesamowite przestrzenie. Niepotrzebne są dekoracje, bo z wyświetlanych prostych, nieskomplikowanych figur wyłaniają się prawdziwe obrazy. Gdy Amos śpiewa na scenie o celofanowym gościu, wykreowany wizualizacją świat, podąża za każdym krokiem artysty, sprawiając wrażenie kołysania. Swoją drogą to niezwykłe jak uwagę w "Chicago" przyciągają... deski sceny. Na podłodze również wyświetlane są wizualizacje, które współgrają z występującymi na scenie aktorami. W jednym z utworów (duet Roxie i Velmy - "Kumpelka jak łza") pod nogami śpiewających aktorek powstaje ruchomy pejzaż.

Nie można nie zauważyć zespołu muzycznego. Trzynastoosobowy zespół poprowadził Sebastian Berantowicz sam grając przy tym na pianinie. Uwielbiam patrzeć jak "powstaje muzyka". Nie jest to możliwe gdy muzyków ukrywa orkiestron, albo co gorsze dźwięki są odtwarzane. W "Chicago" na naszych oczach powstaje dzieło kompletne. Wróćmy jednak do treści spiętej przez niezwykłą postać Mistrza Ceremonii (rewelacyjny Krzysztof Suszek).

Roxie Hart (mistrzowsko zagrana przez Alicję Kalinowską) poznajemy w chwili rozstania z kochankiem. “Nikt nie opuszcza mnie bezkarnie” mówi Roxie i oddaje trzy śmiertelne strzały. Przed stryczkiem próbuje ocalić ją małżonek Amos Hart (idealnie oddający swoją postać Krzysztof Broda-Żurawski) tłumaczący policjantowi - “przecież zabicie włamywacza nie jest morderstwem”. Mężczyzna wymyśla z Roxie historyjkę, by wziąć winę na siebie. Kłamstwo jednak ma krótkie nogi i szybko zapada decyzja o aresztowaniu uroczej blondynki.

Roxie trafia na żeński blok więzienia w Cook County, w którym przebywają skazane za morderstwa kobiety (niesamowite “Więzienne tango”). Jak same przyznają - siedzą za niewinność, bo do zbrodni doprowadziło je… zachowanie bliskiego mężczyzny - “na moim miejscu każdy by zrobił to co ja” - przekonują. Oddziałem żeńskim zarządza Mama Morton (w tej roli niezwykła Marie Napieralska) - “hrabina kryminału”. “Kurczątka z tego mamra chwalą mnie, nie skarżą się, a nawet wdzięczne są", bo Morton za odpowiednie wynagrodzenie (“tak działa system mój, który wzajemnością zwan”) skłonna jest wiele załatwić, między innymi spotkanie z najlepszym prawnikiem Chicago.

 

“Złotousty książe sali sądowej” Billy Flean (postać, której Michał Staszczak nadał "sikagowski" charakter) nie ukrywa, że robi wszystko dla pieniędzy (“Ty oznaczasz dla mnie tylko jedno. Pięć tysięcy dolarów”). W walce o wolność swoich klientów wykorzystuje media, a zwłaszcza zauroczoną nim dziennikarkę tabloidu Mary Sunshine (niesamowcie zagraną przez… Michała Pasternaka). “Połknie naszą historyjkę razem z haczykiem, spławikiem i żyłka” - przekonuje Flean. Osadzonej w więzieniu piosenkarce Velmie Kelly (numer jeden musicalu - Katarzyna Osipuk), która zabiła męża i siostrę po nakryciu ich in flagranti, załatwia najlepsze artykuły prasowe. Jest też na dobrej drodze do uniewinniającej rozprawy.

Flean - dziś powiedzielibyśmy specjalista od wizerunku - podejmuje się również obrony Roxie Hart. Media i w tym przypadku podchwytują wymyśloną historyjkę - “od klasztoru do więzienia”. Roxie kradnie Velmie zainteresowanie gazet. Jej nazwisko trafia na pierwsze strony wszystkich dzienników. To w Roxie budzi medialne zwierzę i nadzieję na… sławę, rozwój kariery tancerki rewiowej (koniecznie “w solowym numerze”). “Bo jeśli Flean mnie z tego wyciągnie, to przy takim rozgłosie, ja jeszcze mam szansę dostać się do rewii”. Dla skupienia większej uwagi mediów, wymyśla historię o...ciąży.

Na sprawie sądowej - szczegółowo przygotowanej i wyreżyserowanej przez Roxie i jej prawnika, a jednocześnie pokazanej widzom karykaturalnie  - dochodzi do zaskakującego rozstrzygnięcia. W chwili ogłoszenia wyroku, w budynku sądu dochodzi do wydarzenia, które odwróci uwagę dziennikarzy. - “Zostałaś uznana za niewinną” - mówi Billy Flean, na co Roxie odpowiada: “Co mnie to diabła obchodzi! Gdzie są wszyscy fotoreporterzy, moje nazwisko w gazetach? Ja liczyłam na to”.

Czy w “Chicago” odnaleźć można współcześnie funkcjonujące mechanizmy medialne? Czyż nie wystarczy dobrze spreparowana historia, by konsumenci informacyjnej papki przychylnie spojrzeli na człowieka? Czy ci, którzy pojawiają się na pierwszych stronach gazet nie mają łatwiej? “Gdzie dziś są ludzie z klasą” - pytają w songu Velma Kelly i Mama Morton. Czy dla obecności na pierwszej stronie gazety - warto porzucić kochającego i oddanego (jak Amos Hart) męża? Czy warto dla sławy “sprzedać” swoją wolność? Jak bardzo dajemy sobą manipulować?

"Chicago" w reżyserii Wojciecha Kościelniaka w Krakowskim Tatrze Variete zamyka nas na ponad dwie godziny w więzieniu wspaniałej rozrywki! Więzieniu, z którego nie chcemy wyjść na wolność.   "Nie ważny jest powód. Ważne jest uzasadnienie".


Zdjęcia w tekście:  Łukasz Popielarczyk/Krakowski Teatr Variete. Recenzja spektaklu z obsadą z 8 grudnia 2017.