Cała Polska może zazdrościć Lublinowi... własnego musicalu


Nie ma takiego miasta między Bałtykiem a Tatrami, któremu by w całości poświęcono musical. "Fidelitas" to namalowane muzyką, tańcem i słowami zarówno piękne, jak i mroczne karty historii Lublina. To najnowsza produkcja Teatru Muzycznego w tym mieście.

Gdy na zakończenie spektaklu widownia owacją na stojąco nagradza artystów, na twarzach publiczności widać dumę. Bo po takim pokazaniu historii miasta można czuć tylko dumę. "Z tobą się budzę, ciągle do ciebie pragnę wracać". Oczywiście, że spektakl może łechtać lokalnych patriotów, ale może być też powodem, dla którego warto przyjechać z innego miasta by usłyszeć, zobaczyć i poczuć "Fidelitas". Słowa te pisze osoba, która pokonała 380 kilometrów polskimi drogami, by dowiedzieć się jaką perełkę mają lublinianie.

Pierwsze takty to "Uwertura" w wykonaniu genialnego chóru Teatru Muzycznego opowiadającego legendę o powstaniu miasta. Śpiewanej historii towarzyszy pierwsza z choreografii spektaklu w wykonaniu teatralnego baletu. Jest klasycznie, zmysłowo, tajemniczo i zachwycająco. Kolejny utwór w wykonaniu zaskakującego, młodego wokalisty Jakuba Gąski, wcielającego się w postać Widzącego z Lublina, brzmi niczym fragment oratorium. Widzący - który o sobie mówi "przybywam z przeszłości, przybywam z przyszłości, plączą mi się czasy" - przybliża postać mistrza Andrzeja, jednego z twórców przepięknej polichromii Kaplicy Królewskiej na Zamku Lubelskim. Pieśń w pewnym momencie zmienia ton i z podniosłej formy zamienia się w nowocześnie brzmiący przebój. Uśmiech na twarzy powoduje kolejny utwór zaśpiewany przez Konserwatorów z przyszłości, w rolę których wcielili się Adrian Kieroński, Małgorzata Rapa i Dorota Skałecka. Z dużym humorem zaśpiewana pieśń to historia rodzącej się polszczyzny - "niemowlęctwu ojczystej prozy i poezji, nad kołyską szumiał lubelski wiatr".

Sporo zadumy wprowadził następny utwór "Dwie Siostry", opowiadający o kryzysie w relacjach Polski i Litwy. Perfekcyjnie wykonana choreografia wykorzystująca efekt lustra (przepięknie zatańczona przez Agatę Grabałowską, Klaudię Połeć, Olgę Pikovską i Sandrę Czaplicką) połączona z niesamowitymi głosami Patrycji Baczewskiej, Iwony Sawulskiej ("ubranych w obrazy Chełmońskiego") i Pawła Maciałka dała elektryzujący efekt. W kolejnej scenie poznajemy ważną postać "Fidelitas" - Julię (stworzoną przez Natalię Skipor, obdarzoną cudowną barwą głosu). Kim jest? "Częścią tej mocy, co zła pożąda". W kolejnym akcie Widzący z Lublina zauważy - "nie jesteś demonem! Jesteś kobietą", by w końcu spektaklu Konserwator wykrzyczał: "To miasto nazywa się Julia". Część pierwszą spektaklu kończy opowieść o pożarze Lublina (wyśpiewana przez Jakuba Gąskę). Wystarczy zamknąć oczy, by oczami Widzącego i dzięki jego słowom, znaleźć się w centrum wydarzeń, które na słynnym obrazie znajdującym się w Klasztorze Dominikańskim w Lublinie przedstawiono dość symbolicznie, na obrzeżu obrazu.

Część druga to bliższe nam czasy i wydarzenia. I muszę przyznać jeszcze większe emocje w muzyce, słowach i tańcu na scenie. Choreografia - niesamowicie oddająca tradycję żydowską - przenosi nas na początek XIX wieku. Natalia Skipor i Jakub Gąska opowiadają niezwykłą historię "Widzącego z Lublina" Jakuba Horowitza. W następnej scenie pojawia się kolejny bohater Lublina, Anna Pustowojtówna, córka Polki i carskiego oficera - "lubelska dzielna Anna, ojczyzny najwierniejsza straż, lwie serce kryje męski strój". Przepięknie wyśpiewana historia, choć nie boję się napisać, że niezwykle emocjonująco wytańczona przez Annę Adamczyk.

Niezwykłych wzruszeń dostarczają fragmenty związane z II wojną światową. "Dies Irae" zaśpiewane przez Skipor i Gąskę w towarzystwie chóru z wymalowanym przez balet obrazem bombardowania Lublina porusza każdego. To najpiękniejsza i najbardziej przemawiając choreografia całego spektaklu z ogromnym wysiłkiem wykonana przez tancerzy. Następujący zaraz potem utwór "Lux Eterna" w przejmującym wykonaniu Anny Barskiej, choć sam w sobie nie zawiera zbyt wiele tekstu, przekaz ma niezwykle wymowny. Tym bardziej, że towarzyszy mu wizualizacja drutów kolczastych obozu na Majdanku.

Przedostatni utwór to historia m.in strajku w państwowych Zakładach Lotniczych w Świdniku. "Wszystko zaczęło się od kotleta. Kotlet był jak zapalnik bomby" - śpiewa Jarosław Cisowski. Finałowe "Fidelitas et Constantia" to wędrówka ulicami współczesnego Lublina - "w szybach trolejbusów przeglądają się przechodnie".

Jeśli tylko pojawi się pomysł zarejestrowania "Fidelitas" na płycie, będę mocno kibicował temu przedsięwzięciu. "Fidelitas" to przewodnik audio po historii Lublina. Ale nie z beznamiętnym głosem lektora, lecz z pełnymi emocji dźwiękami. W "Fidelitas" nie ma patosu, nie ma przerysowanych historii. Jest cudowna muzyka Michała Jurkiewicza zagrana przez orkiestrę Teatru Muzycznego pod dyrekcją Łukasza Sidoruka. Jest precyzyjne libretto Jerzego Łysińskiego i ta porażająca perfekcją choreografia Karola Urbańskiego. Reżyser spektaklu Emilia Sadowska by opowiedzieć historię Lublina nie potrzebowała wyszukanej scenografii. Postawiła przed publicznością niezwykle utalentowanych artystów, którzy zabierają widzów w niepowtarzalną podróż.  Nie tylko po Lublinie, ale i w głąb nas samych. Bo to przecież ludzie tworzą historię... 

Najbliższe spektakle 9 i 10 marca 2018.

Recenzja spektaklu i obsady z dnia 9 grudnia 2017. maciejgogolkiewicz@musicalove.info   / W tekście wykorzystano zdjęcia Mieczysława Sachadyna