To nie było szkolne przedstawienie

Dziesiątki godzin intensywnej pracy poprzedziły inscenizację musicalu "Footloose" w wykonaniu artystów (z pełną świadomością tak chcę nazywać tych wykonawców) Śródmiejskiego Teatru Muzycznego działającego przy Młodzieżowym Domu Kultury im. Władysława Broniewskiego w Warszawie.  Zacznę od końca ostatniego, wrześniowego spektaklu "Footloose" (w sumie wystawiono ich sześć). Owacja na stojąco i emocje, które zabrali ze sobą widzowie, wychodząc z Teatru Palladium: rozbawienie, wzruszenie, może odrobina refleksji nad międzypokoleniowymi relacjami. Czy nie po to idziemy na musical? Po rozrywkę i chwilę oderwania od codzienności.

"Footloose" zabiera nas do Bomont, w którym od kilku lat obowiązują niespotykane gdzie indziej zakazy. Zakaz tańca i słuchania muzyki. Nie docierają tu dźwięki "muzyki wyzwolonej seksualności i upadłej moralności, rock'n'rolla i niekończącej się melodii pornografii". Muzyką dla mieszkańców są utwory Haydna, hymny kościelnego chóru i... śpiew ptaków. Na taką decyzję miejskich włodarzy wpłynęły tragiczne wydarzenia - śmierć młodych ludzi w wypadku drogowym, w tym syna pastora Shaw Moore'a (w tej roli Antoniusz Dietzius).

W nietypową rzeczywistość trafia z tętniącego życiem Chicago Ren McCormak (zagrany z pasją przez Macieja Dybowskiego). Nie jest mu łatwo odnaleźć się w małomiasteczkowym środowisku. "Zabij mnie, to będzie pierwsza ciekawa rzecz, odkąd jestem w tym mieście" - mówi Ren do poznanego na szkolnym korytarzu Willarda Hewitta (przezabawnie wykreowanego przez Mateusza Otłowskiego). W przybyszu zakochuje się córka pastora Ariel (w tej roli gwiazda spektaklu Katarzyna Golecka), uwielbiająca czytać książki, w których "może znaleźć zadziwiających facetów". Golecka przebojowo wyśpiewuje: "Chcę bohatera, w ramionach moich go trzymam i na pamięć go znam! Przy nim życie na ziemi to raj". Na jej drodze do szczęścia stoi dotychczasowy chłopak Chuck (Mikołaj Kisiel). "Jestem najlepszą partią w tym mieście" - arogancko mówi o sobie.

Ren podejmuje początkowo nierówną walkę z obowiązującymi w Bomont przepisami. "Gdy coś budzi strach, od razu wstań i walcz" - śpiewa Ren. - "Wiem czego chcę, siłę swą znam, nie cofnę się". Próbuje przekonać rządzących miastem, że "taniec wieczny jest" i - obecny w Biblii - tym bardziej nie jest przestępstwem.

"Footloose" pokazuje również dylematy dorosłych mieszkańców miasta, w tym między innymi kwestię miejsca kobiet w rządzonym przez mężczyzn świecie. W cudownym duecie matek głównych bohaterów Vi Moore (Katarzyna Stopka) i rozwiedzionej matki Rena Ethel McCormak (Marta Kosiorek) słyszymy "uczę się milczenia, niczym się nie wzruszam od lat, uczę się jak nie budzić w sercu uśpionych lęków i nigdy nie mówić otwarcie, niewygodnych spraw się nie porusza. (...) Muszę milczeć".

Musical porusza także problem relacji rodziców z dziećmi. "Nie wiem jak mam do niej dotrzeć" - śpiewa o Ariel pastor Shaw. - "Nie zawsze wiem co powiedzieć mam, ale zawsze udzielam ojcowskich rad. Na córkę krzyknąłem nie raz, gdy prosiła bym wysłuchał jej".

W warszawskim "Footloose" znalazłem kilka moich ulubionych fragmentów. Zachwycił mnie ruch na scenie przy "Widzą cię przez cały czas" zaśpiewanym przez cudowne trio Katarzynę Kanabus (Rusty), Monikę Daukszo (Urleen) i  Natalię Podsiadłą (Wendy Jo) wraz z zespołem. Mnóstwo radości dostarczył song Willarda "Moja mama zawsze mówi". Do najbardziej wzruszających momentów zaliczam duet Ariel i Rena "To jest prawie raj". Golecka wspólnie z Dybowskim ze swoich głosów czynią profesjonalne narzędzia, zabierające nas na... najlepsze sceny teatrów muzycznych.

"Footloose" w Teatrze Palladium zaskoczyło mnie... szczerością. Może dlatego, że w postaci musicalu wcielili się równolatkowie bohaterów "Footloose". Dzięki czemu z łatwością poczuli "ten luz". Nie wystarczy zagrać na scenie prawdziwego teatru. Prawdę teatru tworzą ludzie występujący na scenie. I to doskonale udało się młodym artystom.

- Cieszę się, że z roku na rok umacniamy pozycję polskiego amatorskiego ruchu teatralnego na świecie pokazując tym samym siłę drzemiącą w młodych adeptach musicalowej sztuki w naszym kraju - napisał w programie spektaklu reżyser Antoniusz Dietzius. - Musical "Footloose" to kolejna okazja skonfrontowania pojęcia "teatr amatorski" z jego faktycznym wymiarem. Roztańczony, pełen znakomitych przebojów hit Brodwayu w wykonaniu naszego zespołu to przede wszystkim znakomita, roztańczona zabawa, której widzowie już od pierwszego numeru będą mogli poczuć jej moc.

Z niecierpliwością oczekuję kolejnych produkcji Śródmiejskiego Teatru Muzycznego, wyrażając przy tym wdzięczność wszystkim tym, którzy w jakikolwiek sposób pomagają w realizacji takich przedsięwzięć. Oraz... w  realizacji marzeń.

Autorem zdjęć w tekście jest Tomasz Truszkowski.