Dyzma! Jesteś pan figura!

Dotychczas Dyzma miał dla mnie twarz Romana Wilhelmiego i może nieco trochę Cezarego Pazury. Od teraz Nikodem Dyzma patrzy na mnie oczami Przemysława Bluszcza.

kariera_nikodema_dyzmy_piotr_siejka_przemyslaw_bluszcz_fot__k__bielinski_1_1jpg
Musicalowa produkcja Teatru Syrena w reżyserii Wojciecha Kościelniaka wciąż gości na scenie przy Litewskiej. Mimo, że od premiery minęły już trzy lata, sala wypełnia się po brzegi. Zastanawia mnie ta popularność. Może brakuje nam "naszych" musicali, pokazujących znaną nam rzeczywistość? A może zwyczajnie chcemy się pośmiać sami z siebie, z tego jacy jesteśmy. Dziwne tylko, że podczas spektaklu "Kariera Nikodema Dyzmy" publiczność niewiele się śmiała. Może dlatego, że obraz międzywojennej Warszawy - choć przebrany w stroje z epoki - wyglądał całkiem swojsko. Jakby to działo się dziś. Współcześnie.

W pierwszej scenie Nikodem Dyzma pojawia się w samej bieliźnie. Zakłada na siebie frak, który sprawi, że znajdzie się w nowej dla siebie roli. Jak śpiewa ślepiec (Wiktor Korzeniowski): "Nikt nie przypuszczał, że za niedługo będzie o nim słyszeć cała ojczyzna i że zabójczą zrobi karierę ". Kim jest Nikodem? Żorż Ponimirski (Przemysław Glapiński), który sam ma "nieco podrażniony system nerwowy", mówi do Dyzmy: "jesteś pan głupi, a i szacunku nie wzbudzasz". Nina, żona Kunickiego (dziś powiedzielibyśmy partnera w biznesie) zauważa po krótkiej analizie "pan nie jest trudny do odgadnięcia, chociaż natura jednak zamknięta". On sam o sobie potrafił powiedzieć: "Ja jestem normalny (...), ze mną żartów nie ma, a i w mordę dam".

Za sprawą sałaty i talerzyka Dyzma wchodzi na salony. "Wśród luksusów i pięknych kobiet piął się po szczeblach kariery". Kobiety go kochały i chyba jako jedyne za fasadą widziały prawdziwego Dyzmę. Wspomniana już żona Kunickiego (Emilia Komarnicka) wzdychała: "nie ma już takich mężczyzn jak on, matematycznie konsekwentnych, nie omamionych próżności lepem". Za prawdziwym Nikodemem płakała Mańka (Anna Terpiłowska), przyjaciółka z dawnych czasów: "Ja zapomnieć go nie mogę, on w głowie mi zawrócił. Jak mocno me serce bije dla niego, ukochanego, szemranego, choć jego serce skute lodem, to Nikodem, mój Nikodem". Jedynie Lala (Barbara Melzer) widziała w nim uosobienie męskości ("podobasz mi się pan"), by w końcu uczynić go najważniejszym członkiem loży, składającej się z - co tu ukrywać - napalonych kobiet. Na jego męskość czy może raczej władzę, w której posiadanie dość szybko wszedł?

Władza niczym sodówka uderza do głowy. I nikt już nie zauważa, że to "bydle na piedestale" po "studiach" na Oksfordzie. W drodze na świecznik pojawiają się niewygodni ludzie, którzy giną w dziwnych okolicznościach. Ale sumienie w Dyzmie odzywa się już tylko we śnie. "Zabiłeś mnie morderco, bandziorów nasłałeś, niewinną krew przelałeś."

"Kariera Nikodema Dyzmy" zachwyca scenografią. Czasami symboliczną, domyślną. Sporo uwagi przywiązuje się do szczegółów, które poza strojami, jeszcze bardziej lokują akcję w latach dwudziestych ubiegłego wieku. Obojętnie nie można przejść obok choreografii. Scena skąpana w czerwieni, podczas aktu inicjacji w Loży - "Terra est rotunda", wypełniona wyznawczyniami "Wielkiego Trzynastego" z wijącą się tuż przed widownią Barbarą Melzer, była jedną z najgorętszych w spektaklu.

Wiele scen zapada w pamięci wraz z towarzyszącymi im piosenkami. Jak chociażby ta z "samochodami": "Wysmukłe torpedo, pozazdrościć takiej fury. Na widok takiego szczęki opadną. Torpedo, wysmukłe torpedo, drugiego takiego nie znajdziesz kolego". Niesamowicie wygląda walka mistrza Wielaga z włoskim przeciwnikiem. Cudownie jest także gdy razem zasiadamy w kinie. Film wyświetlany na ekranie, odrywa uwagę od tego co na scenie. I nic dziwnego, bo to cudowna zabawa postaciami starego kina, w które wciela się... Przemysław Bluszcz. Po prostu "ale kino, ale akcja". I wtedy pojawiają się słowa piosenki: o Chaplinie, Valentino i Negri, połączone z tak dobrze znanym nam współcześnie słowem "idol". "A naród kocha swoich idoli (...) magnetyzm i charyzma - Nikodem Dyzma".

Przemysław Bluszcz przekonał mnie do swojego Dyzmy. Spojrzenia aktora, mimika twarzy - zastępująca dziesiątki słów, gesty, ruch i ten prawdziwy pot na czole, uwiarygodnił graną postać. Bluszcz! Jestes pan figura! Mam nadzieję, że nowa dyrekcja Teatru Syrena szybko nie zdejmie z afisza "Kariery...". Dzieło Kościelniaka - nie boję się takiego określenia - powinno nadal być ważną częścią musicalowej sceny, na której stworzenie stawia dyrektor Jacek Mikołajczyk.

Najbliższa "Kariera Nikodema Dyzmy"  18 listopada.
Fot. K.Bieliński/Teatr Syrena
maciejgogolkiewicz@musicalove.info
Recenzja dotyczy obsady i spektaklu z 26 października 2017