Marcin Wortmann: "Aktor na castingu musi udowodnić, że jest wart roli do jakiej pretenduje”


Miał grać w orkiestrze, a ma za sobą 17 lat scenicznego doświadczenia, 17 różnych tytułów i blisko 3,5 tysiąca zagranych spektakli. Gra, tańczy, jest śpiewakiem operowym, wokalistą jazzowym. Uczy innych rzemiosła - zarówno studentów Uniwersytetu Muzycznego Fryderyka Chopina, jak i młodych ludzi w Warsztatowej Akademii Musicalowej. Aktualnie gra "Pilotach", "Nędznikach" i "Doktorze Żywago". Sam wkrótce będzie... doktorem.

Gdy usiłowałem umówić się z Marcinem Wortmannem na naszą rozmowę, trudno było mi się wbić w jego napięty grafik . Gdy wreszcie znalazł dla mnie czas, zamiast zakładanych 20 minut wywiadu, rozmawialiśmy ponad godzinę ... o musicalu, o teatrze, o widzach, o emocjach na scenie. Ubolewam, że tylko część tej ciekawej rozmowy mogła się tu znaleźć. 

wort13jpg

Fot. Michał Heller, www.oifp.eu


musicalove.info: Rozpocznijmy od najnowszej produkcji Opery i Filharmonii Podlaskiej w Białymstoku. W "Doktorze Żywago" wciela się Pan w podwójną rolę: uroczego i sympatycznego Paszę Antipowa, idealistę bez pamięci zakochanego w swej Larze, który po wstrząsie emocjonalnym staje się bezwzględnym i okrutnym Strielnikowem. To chyba jedna z trudniejszych kreacji w Pana karierze? Słychać opinie, że tą rolą skradł Pan spektakl.


Marcin Wortmann: - Miło mi to słyszeć. Tak, była to dla mnie najtrudniejsza rola z jaką dotychczas przyszło mi się zmierzyć, szczególnie pod względem dramatycznym. Wyzwaniem dla każdego aktora jest zagranie dwóch postaci zamkniętych w jednej osobie, trochę jak w "Jekyll i Hyde". Chodzi przede wszystkim o pokazanie widzom metamorfozy, która zachodzi w bohaterze, jego zmiany charakterologicznej. Dzięki Kubie Szydłowskiemu - reżyserowi spektaklu, udało mi się tego dokonać. To nie przyszło od razu. Próby trwały trzy miesiące, ale "odpaliłem" dopiero półtora tygodnia przed premierą. Musiałem, jak każdy aktor, pewne rzeczy zrozumieć i "przesiać" przez siebie, a że nie dane mi było wcześniej zagrać tak skomplikowanej roli, to zajęło mi to trochę czasu.

musicalove.info: Jakie były początki Marcina Wortmanna na scenie musicalowej?

Marcin Wortmann: - Do musicalu trafiłem jako młody chłopak, który choć z wykształcenia był skrzypkiem, a śpiewanie traktował jako hobby, miał ogromny apetyt by zweryfikować swoje umiejętności wokalne na scenie teatru. Poszedłem wtedy na przesłuchanie do TM Roma, był to rok 2000 i gdyby mi ktoś wtedy powiedział, czym zaowocuje ta decyzja, nigdy bym w to nie uwierzył. Dostałem się do musicalu Miss Sajgon jednocześnie jako wokalista, jak i skrzypek do orkiestry teatralnej. Podczas rozmowy z dyrektorem Wojciechem Kępczyńskim i ówczesnym dyrygentem Maciejem Pawłowskim, zapadła decyzja, że zostanę... na scenie. I tak się to potoczyło. Mogę wyobrażać sobie co by było, gdybym został w orkiestronie. Z pewnością moja przygoda z teatrem i musicalem nie nabrałaby takich kształtów jak obecnie.

Co ciekawe, z dyrektorem Kępczyńskim spotkałem się już w 1995 roku, przy okazji spektaklu "Józef i jego cudowny płaszcz snów w technikolorze", gdzie miałem grać najmłodszego z braci Józefa, ale po trzech tygodniach prób rodzice zabrali mnie z teatru i... jestem im za to wdzięczny! Byłem wtedy w pierwszej klasie liceum, równocześnie uczyłem się w szkole muzycznej, plus wieczorami gnałem do teatru na próby trwające do późnego wieczora. Dla moich rodziców edukacja (skrzypce są jednym z najtrudniejszych do opanowania instrumentów), obowiązki szkolne były wtedy najważniejsze. Widzieli, że zbyt wyczerpuje mnie taki tryb życia, więc podjęli decyzję, że z czegoś trzeba zrezygnować. Ostatecznie pożegnałem się z teatrem i w tym spektaklu nie zagrałem.

musicalove.info: - Widzowie na Marcina Wortmanna poczekali więc jeszcze pięć lat. Do "Miss Sajgon" w Romie.

Marcin Wortmann: - Tak, znalazłem się w teatrze, wśród wykształconych, zawodowych aktorów. Początki były trudne. Przez cztery pierwsze lata byłem najmłodszy w obsadzie i od razu zrozumiałem, że skoro znalazłem się w takim gronie i mam pewne umiejętności, to nie mogę ich zaprzepaścić i powinienem się szkolić. W obsadzie spektaklu znalazł się świetny tancerz Mateusz Polit. Przez półtora roku przychodziliśmy prawie codziennie do Romy na trzy godziny przed spektaklem i ja uczyłem Mateusza podstaw muzyki, a on zdradzał mi tajniki tańca, budował moją koordynację ruchową. To był bezcenny czas, który zaowocował w przyszłości. Mateusz zaszczepił we mnie miłość do tańca.

Możesz nie wierzyć, ale 80 procent zarobionych w Romie pieniędzy zacząłem inwestować w siebie - w lekcje tańca, w lekcje śpiewu, lekcje aktorstwa. Teatr Roma traktuję jak drugi dom, a siebie nazwać mogę „wychowankiem” pracujących tam wtedy aktorów i tancerzy.

                                                                                                                               
19222678_10155571232087722_5887135823121234711_ojpg
musicalove.info: - Etatowi aktorzy to już pieśń przeszłości. Do spektaklu wiedzie droga przez casting. Czy Marcin Wortmann przechodzi wszystkie?


Marcin Wortmann: - W 95 procentach, ale oczywiście zdarzają się takie, w których nie udaje się zdobyć roli. Ostatnio miało to miejsce przy "Dzwonniku z Notre Dame". Wysłałem próbkę nagrania piosenek castingowych, ale widocznie się nie spodobałem, ponieważ pozostawiono moje zgłoszenie bez odpowiedzi.


Jakub Szydłowski powiedział mi kiedyś bardzo ważną rzecz: "Wiesz co jest najważniejsze, żeby dostać rolę w musicalu? Casting! Bo jeśli go nie przejdziesz, to w musicalu nie zagrasz". I w pełni się z tym zgadzam. Te kilka minut autoprezentacji decyduje o tym co robisz przez 2 lub 3 kolejne lata, dlatego poświęcam wiele czasu by precyzyjnie przygotować się do przesłuchań. Chcę mieć taką samą pewność podczas castingu, jaką mam po etapie prób poprzedzających premierę. Aktor na castingu nie powinien wchodzić na scenę, żeby się tylko „pokazać”, nawet piękny śpiew to czasami za mało. Podczas przesłuchań (bardzo często kilkuetapowych) musi udowodnić, że jest wart roli do jakiej pretenduje.

musicalove.info: - Czy wraz z rosnącą popularnością scen muzycznych zabraknie nam aktorów? Jaka jest przyszłość musicalu w Polsce?


Marcin Wortmann: - Mogę tylko domniemywać, że jeśli ten gatunek będzie rozwijał się w takim tempie jakie mamy teraz, to w pierwszej kolejności potrzebować będziemy przede wszystkim świetnych nauczycieli musicalu - fachowców z prawdziwego zdarzenia. Jeszcze jakiś czas temu musicalu uczyli świetni aktorzy, śpiewacy operowi i klasycznie wykształceni tancerze, ale niewielu z nich mogło powiedzieć "zjadłem zęby na musicalu". Każda z tych dziedzin edukacji jest ważna, ale moim zdaniem potrzeba pedagogów, którzy przekażą wiedzę na temat jak wykorzystać je jednocześnie. I w ten właśnie sposób od ponad 10 lat staram się prowadzić moich uczniów, uczę ich tej musicalowej wszechstronności. Myślę, że między innymi dzięki temu zostają absolwentami najlepszych polskich uczelni artystycznych. 

Jeżeli chodzi o drugie pytanie to mam nadzieję, że przyszłość tego gatunku teatralnego w naszym kraju będzie świetlana. Liczę na polski Broadway, no dobra, minimum West End .

wort12jpg

Fot. Artur Kos. Zdjęcie z profilu Facebook M. Wortmanna.

musicalove.info: - I zacznie brakować biletów na spektakle?

Marcin Wortmann: - To już się dzieje. Nie ma już biletów na "Doktora Żywago", z innymi spektaklami musicalowymi jest podobnie. Jestem zadowolony, że takie rzeczy się dzieją. Coraz bardziej upodabnia nas to do tego, co charakteryzuje nowojorskie i londyńskie sceny. Dla przykładu premiera Hamiltona w Londynie przewidziana jest na 6-go grudnia 2017 roku, a biletów nie ma już do 30-go czerwca 2018 roku, mimo, że ceny biletów są czasami zaporowe.
Śmiem twierdzić, że Polacy kochają teatr. Pokochali też musicale, które coraz częściej wypełniają repertuary oper i teatrów dramatycznych, czyli od razu widać jak duże jest zainteresowanie gatunkiem.

musicalove.info: - Czy to prawda, że niedługo koledzy i koleżanki będą mówić do Ciebie - doktorze?

Marcin Wortmann: - Mam nadzieję, że tak. Obecnie przygotowuje moją rozprawę doktorską oraz koncert doktorancki. Zdradzę tylko, że będzie on zatytułowany "Sondheim Symfonicznie" i będzie to pierwszy taki koncert w Polsce.

Dzięki za rozmowę.