Pączek w poezji. "Cyrano"


Dopiero po spektaklu "Cyrano" zorientowałem się czemu na łódzkich ulicach jest tak czysto i nie ma śladów jesieni... Musical udowodnił, że Teatr Muzyczny w Łodzi jest w posiadaniu skarbu. I to nie jednego.

cyrano2jpg


Musical "Cyrano" w reżyserii Jakuba Szydłowskiego do libretta autorstwa Jacka Bończyka, jest adaptacją słynnej sztuki Edmunda Rostanda "Cyrano de Bergerac". Premiera spektaklu miała miejsce w Teatrze Muzycznym w Łodzi dwa lata temu w grudniu. W pierwszych popremierowych recenzjach krytycy oszczędzali pochlebstw i zachwytów.  Zarzucali produkcji zbyt długi czas trwania oraz że niewiele ma wspólnego z... musicalem, bo więcej jest scen mówionych niż muzyki i songów napisanych przez Krzysztof Herdzina. Coś w tym jest. Po utworze rozpoczynającym "Cyrano" na kolejną piosenkę czekamy prawie 14 minut. Z plakatu musicalu "Cyrano" kusi m.in. nazwisko Przekupień grającej Roksanę. I tu też niestety niewielkie rozczarowanie - na chwilę by usłyszeć niesamowicie brzmiący głos, śpiewającej Agnieszki Przekupień trzeba poczekać do drugiego aktu (ponad godzinę). Ale o tym za chwilę.

Nie przekreślam "Cyrana". Wręcz przeciwnie. Głównie dzięki aktorom, tancerzom i orkiestrze Teatru Muzycznego w Łodzi, nie jest to tak jak mówi sam Cyrano, że "dajemy sobie wciskać wystygłą, rzadką zupę, choć mamy apetyt na przepyszną ucztę".

Największy ciężar spektaklu bierze na siebie 32-letni Paweł Erdman. Występujący obecnie w fantastycznej roli Javerta w "Nędznikach", Erdman udowodnia, że ma nieprawdopodobny talent aktorski. W połączeniu z czystym wokalem, gwarantuje widzom możliwość obcowania z najwyższym musicalowym standardem. To pierwszy skarb Teatru Muzycznego w Łodzi, który ma szansę błyszczeć, pod warunkiem, że trafiać będzie na wysokiej klasy materiał muzyczny. Erdman przecież śpiewa słowami Cyrana: "Wspanialszego nic nie ma nad poezję, muzykę i śpiew. Jeśli nutek masz kilka i temat, to poniesie cię wnet".

Wrócę jeszcze do Agnieszki Przekupień. Gdy już po przeszło 15 minutach drugiego aktu zaczyna śpiewać, zaczynam wierzyć w niesamowitą moc musicalu, w którym emocje przekazywane w tekście, dzięki muzyce, stają się wyrazistsze, głębsze, piękniejsze i bardziej przekonujące. I to jest kwintesencja głosu Agnieszki Przekupień, którym dodaje realizmu granej przez siebie postaci. Gdy śpiewa "tak czują pewnie zakochani, kochając łatwiej żyć i śnić" czy "najpiękniejsze myśli i wiersze uskrzydlały mnie, wiarę dawały" to bezgranicznie wierzę jej bohaterce. To drugi skarb Teatru Muzycznego w Łodzi, w którym również gra Fantynę (w "Les Miserables"), udowadniając, że wspaniała partytura może wyzwolić drzemiące w niej możliwości wokalne. Oby tak częściej.

Kolejny skarb to... Pasztet. Piotra Kowalczyka widzę w kolejnej już roli, która daje widzom odetchnąć od trudnych tematów. Zabawne postaci przez niego kreowane od razu zyskują sympatię publiczności. I to nie tylko dlatego, że ma niebywałe szczęście zajadać się kiełbasą w trakcie każdego spektaklu. Klasycznie brzmiący głos, w połączeniu z zabawnymi tekstami typu "nadchodzi wsparcie (...) już pachnie żarcie", to gwarancja ról, które pozostają w pamięci.

cyrano1jpg

Skoro mowa o Pasztecie, zauroczyła mnie jego oberża z gigantycznymi piecami. Scenografia Grzegorza Policińskiego w "Cyrano" nie zabiera nas w zbyt wiele miejsc, ale wspomniana wykafelkowana konstrukcja robi niesamowite wrażenie. Pomysłowe okazuje się także zasypanie całej sceny jesiennymi liśćmi. Dość nietypowa choreografia zakonnic tańczących wśród liści rozpoczyna trzeci akt. Od poprzedniego zakończonego śmiercią Gastończyków, oddziela go jedynie opuszczona kurtyna. Wcześniej w tym miejscu następowała kolejna przerwa, niepotrzebnie wydłużając czas spektaklu (na co skarżyli się recenzenci). Liście (ciekaw jestem skąd takie ilości) zostają na scenie już do samego końca.

"Cyrano" to piękna historia dobrodusznego, szarmanckiego, bohaterskiego i walecznego żołnierza, miłośnika teatru, od zawsze zakochanego w kuzynce Roksanie. Boi się jej to wyznać ze względu na szpecący, duży nos. "Od innych wszystkich jestem inny, bo więźniem jestem swej twarzy. Ja taki brzydki jestem, że ludzie ze mnie drwią" - śpiewa Cyrano. Roksana darzy uczuciem innego - młodego kadeta Christiana (w roli tej Przemysław Niedzielski). Młodzieniec nie grzeszy elokwencją i nie potrafi rozmawiać z kobietą uwielbiającą język poezji. "Chłopiec prosty" nie umie nawet napisać listu. Cyrano daje więc Cristianowi "pasję, poezję i słowa". Przygotowuje mu listy i fragmenty konwersacji, by mógł mówić "językiem nieba i literatury", by mógł pisać jak "mistrz poematu". W słowach tych Cyrano zawiera samego siebie i swoje uczucia.

Podczas wieczornej rozmowy Cristian zawodzi Roksanę. Cyrano ratuje "złotoustego buca" i staje się jego głosem. Po raz pierwszy - choć skryty w mroku - wyznaje jej miłość:  "od chwili, gdy cię pokochałem, pojąłem co tak ważne jest. Ja żyję tylko po to, by wielbić cię, twym cieniem być". Długo w mroku grać będzie swą rolę suflera; w cieniu tajemnic pozostanie na wiele lat. I nawet gdy Christian zginie w walce, Cyrano nie wyjdzie ze swojej skorupy fałszu, aż do śmierci. "Kim całe życie byłem? Ja wygadany pajac tchórzyłem przed miłością, kobietą, wspólnym szczęściem" - przyznaje de Bergerac. 

Warto wybrać się na "Cyrano" zanim zejdzie z afisza Teatru Muzycznego w Łodzi, bo "teatr należy wspierać" - jak mówi Cyrano. - "Takie czasy".

I jeszcze ciekawostka. W scenie z kompanami Cyrana, Gastończykami zasiadającymi przy stole, pojawia się coś, co dziś nazwalibyśmy "lokowaniem produktu". Mężczyźni wyśpiewują 10 pierwszych nut z pieśni galerników z musicalu "Les Miserables", wystawianego na łódzkiej scenie. To jakby mrugnięcie okiem do widzów. 


Recenzja dotyczy spektaklu z dnia 4 listopada 2017. Zdjęcia w tekście:  Krzysztof Ostanówko/Facebook TM ŁÓDŹ 

 maciejgogolkiewicz@musicalove.info