Piotr Płuska: "To wielki fart i prezent od losu, grać tak znakomite role"

Piotr Płuska Fot. Magdalena Oraczewska

Mógł latać Boeingiem, a wylądował na... scenie. Wujek będący... księdzem rozbudził w nim marzenia o roli... Frollo. Gra złych i mrocznych facetów, choć prywatnie „stresu unika jak ognia”. Poznajcie Piotra Płuskę.

Witam Piotrze, bardzo cieszę się, że możemy przez chwilę porozmawiać. Od chwili kiedy usłyszałem Cię na jednym z pierwszych pokazów "Notre Dame de Paris", moim celem stało się... przeprowadzenie wywiadu z Tobą. Serio! Gdy blisko rok temu powstało musicalove.info znalazłeś się na mojej liście! Dlatego tym bardziej cieszę się, że znajdujesz dla moich Czytelników czas.

Pięknie dziękuję i cieszę się, że w końcu udało nam się porozmawiać. Od dawna obserwuję musicalove.info, widzę jak wspaniale się rozwija i propaguje musical w Polsce. Tym bardziej mi miło.

Masz klasyczne wykształcenie, jesteś solistą śpiewakiem. Śpiewasz barytonem. Lepiej czujesz się z Mozartem, Moniuszką, Mahlerem czy może jednak z Webberem, Cocciantem, Schonbergiem i innymi twórcami musicali?

Dobre pytanie. Wiele razy próbowałem na nie odpowiedzieć i dochodzę do wniosku, że moje serce jest gdzieś po środku. Dostrzegam piękno w każdej muzyce. Uwielbiam Mozarta, jego geniusz dramaturgiczny, piękno frazy. Niewielu, jak on, potrafiło wszystko co potrzebne w operze, zawrzeć w partyturze. Mozart miał świetny zmysł sceniczny. Co nie znaczy, że nie doceniam muzyki tzw. lżejszej, np. musicalu - muzyki tylko z pozoru lżejszej. Weźmy choćby Les Miserables. To najlepszy przykład połączenia genialnej i pięknej muzyki z emocjami i graną przez siebie postacią. W tym przypadku również większość jest zapisana po prostu w nutach. Trzeba tylko potrafić to dobrze odczytać.

Który musical był tym pierwszym dla Ciebie? Jak do niego trafiłeś?

Pierwszym musicalem, w którym zagrałem, był Skrzypek na dachu , w którym do dziś gram rolę Motla krawca. Jeszcze wtedy byłem studentem, a Skrzypek był drugą z kolei rolą, jaką zaproponowała mi dyrekcja Teatru Muzycznego w Łodzi. Ale większe znaczenie ma dla mnie kolejny - "Wonderful Town" L. Bernsteina, tam miałem szczęście zagrać jedną z głównych ról- Boba Bakera. Spektakl ten był wystawiany na otwarcie (po kilkuletnim remoncie) Teatru Muzycznego w Łodzi.

Nie wiem jak to określić, ale masz szczęście do spektakularnych produkcji: "Notre Dame de Paris", "Les Miserables" (żałuję, że nie widziałem jeszcze Twojego Javerta - to jedna z najciekawszych postaci musicalu), "Skrzypek na dachu", "Jesus Christ Superstar"? To musicalowe dzieła znane fanom gatunku na całym świecie. To nobilituje? Czy może nieco stresuje...?

Zdecydowanie nobilituje. Stresu unikam jak ognia :) Rzeczywiście to wielki fart i prezent od losu, grać tak znakomite role, w dodatku w tak młodym dla artysty wieku. Jeszcze kilka lat temu, Frollo i Javert, byli w sferze moich marzeń. Powiedziałem sobie wtedy, że choćby nie wiem co, kiedyś zagram te role. Okazuje się, że myśli mają moc sprawczą.

Piotr Płuska jako Javert w "Les Miserables" Fot. Michał Matuszak
Wymieniłem kilka musicali, grasz w nich skomplikowanych facetów: kuszonego namiętnością księdza Frollo, kończącego życie samobójstwem Javert'a oraz wewnętrznie rozdartego Piłata. Szalenie ciekawe postaci... ?

Widać, do takich ról najbardziej pasuję :) Rzeczywiście, to postaci trudne i skomplikowane, ale ja lubię grać tych złych i mrocznych facetów, choć w życiu prywatnym jestem zupełnie innym człowiekiem. Wielkim wyzwaniem był Frollo, który jest skrajny niemal jak Jekkyl i Hyde. Z jednej strony poważny, miłosierny, kochający Boga Archidiakon, uosobienie dobra, mądrości i szlachetności. Z drugiej strony, niezaspokojony, chory z miłości i namiętności - w moim odczuciu morderca. W końcu, to za sprawą jego intrygi umiera Esmeralda.

Kolejny przykład obsesji to Javert. Tym razem obsesji związanej z absolutnym i bezwzględnym przestrzeganiem prawa. Ale i w nim można odkryć cząstkę dobra. Javert to dla mnie okrutnie nieszczęśliwy człowiek, dla którego jedyną szansą wyzwolenia się ze swoich "demonów" okazało się samobójstwo. Co do Piłata, to szkoda, że w Jesus Christ Superstar nie znalazło się dla niego więcej miejsca, żeby pokazać jak walczy sam ze sobą- skazując z pełną świadomością niewinnego człowieka na śmierć.

Jak radzisz sobie ze śpiewem, ruchem na scenie, choreografią i umiejętnym przekazywaniem emocji? Czy aktorstwo musicalowe to wyzwania, przed którymi nie stają inni aktorzy?

Po zagraniu kilku oper i operetek, dochodzę do wniosku że musical jest niezwykle trudny. Widzowi może się wydawać, że jest odwrotnie - ale z pełną świadomością uważam, że właśnie ze względu na połączenie wszystkich elementów jak, śpiew, wymagające aktorstwo, taniec-musical jest bardzo trudną ze sztuk . W operze można skupić się na śpiewie, w operetce na humorze i formie, w musicalu wszystko jest na pierwszym planie. Dlatego trzeba cały czas utrzymywać kondycję na wysokim poziomie, unikać kontuzji, również tych głosowych, poświęcać mnóstwo pracy nad rolą. Co do emocji, to dla mnie są one integralną częścią śpiewu. Nie istnieje śpiew bez emocji. To tak jakby aktor dramatyczny na scenie recytował bez sensu swoją kwestię. Widz przychodzi do teatru przede wszystkim po emocje, a moim zadaniem jest Mu ich dostarczyć.

Frollo w "Notre Dame de Paris" Fot. P. Burda

Mam wrażenie, że kochasz to co robisz i że masz ogromny szacunek dla swojej publiczności. Twoja strona internetowa jest zawsze aktualna

Zgadza się. Teatr to przede wszystkim moja pasja, a w drugiej kolejności praca. To niezwykłe doświadczenie, kiedy można wywołać wśród widzów zarówno, sympatię jak i antypatię do granej przez siebie postaci. Często także łzy - a to dowód na to, że dotarło się w głąb uczuć człowieka. Otrzymuję sporo e-maili od widzów i fanów za pośrednictwem swojej strony internetowej piotrpluska.pl. Powstała ona właśnie z myślą o Nich. Widz jest i zawsze będzie dla mnie najważniejszy. Kiedy wychodzę na scenę czuję się przed Nim odpowiedzialny. Staram się ile mogę, żeby wykrzesać z siebie maksimum emocji, bez względu na swój stan fizyczny czy emocjonalny. Nie ma taryfy ulgowej - taka praca aktora. Boje się, że kiedyś to się dla mnie źle skończy :)

Czy często siadasz na musicalowej widowni? Co ostatnio oglądałeś w Teatrze Muzycznym?

Niestety bardzo rzadko, ze względu na dość napięty terminarz przedstawień. Jest mi z tym bardzo źle, bo bardzo lubię być po tej drugiej stronie. Ostatnio udało mi się, niemal w ostatniej chwili, obejrzeć "Czarownice z Eastwick" w warszawskim Teatrze Syrena.

Ukończyłeś Akademię Muzyczną w Łodzi w klasie śpiewu. W Twojej szkole nie było wtedy klasy musicalu. Dziś taka specjalność działa i już za za rok będzie mogła pochwalić się pierwszymi absolwentami. Klasy musicalu powstały w Warszawie, Poznaniu. Potrzebujemy aż tylu aktorów musicalowych?

Myślę, że ponad wszystko potrzebujemy większej liczby teatrów. Na tę chwilę rzeczywiście może okazać się, że dla młodych adeptów po prostu nie będzie miejsca. Mimo to, dobrze, że powstają wydziały musicalowe przy uczelniach artystycznych. Mam tylko cichą nadzieję, że z czasem przestaną one być marginalizowane przez uczelnie. Z drugiej strony uważam, że zawód czy to śpiewaka, czy aktora musicalowego powinien być jednak elitarny. Powinno się dużo bardziej skrupulatnie wybierać kandydatów na studia, a ich liczba powinna być także ograniczona. Dla przykładu powiem, że na mój rocznik w akademii muzycznej na śpiew klasyczny przyjęto 8 studentów - i już wtedy "profesorstwo" stwierdziło, że to sporo, bo w ubiegłym roku było tylko 6 czy 7. Obecnie ta liczba to 15-20 studentów. Myślę, że nie tędy droga...

Piłat w "Jesus Christ Superstar" Fot. M. Matuszak

Co robisz poza musicalem?

Mijający sezon był dla mnie bardzo ciężki, więc kiedy tylko mogę to odpoczywam w przeróżny sposób. Lubię na przykład małe podróże. Często wsiadam w samochód i myślę, gdzie by tu dziś pojechać w tzw. siną dal. Wolny czas spędzam też w swoim domowym studio, gdzie rozwijam się jako realizator dźwięku, czasem nagrywam coś sam dla siebie, czasem realizuję czyjeś nagrania. To mnie bardzo odstresowuje.

A tak nieco przekornie... gdzie byś dziś był, gdybyś nie wybrał życia z muzyką?

Myślę, że albo stałbym ze skalpelem przy stole chirurgicznym, ale siedział za sterami Boeinga :)

Jakie plany na przyszły sezon? Czym nas zaskoczy Piotr Płuska?

Piotr Płuska tym razem zaskoczy sam siebie i w przyszłym sezonie poświęci więcej czasu bliskim, na odpoczynek i po prostu na życie. Nadal będę grał w Łodzi w Jesus Christ Superstar, w Les Miserables, w Gdyni w Notre Dame de Paris i w Teatrze Roma w Pilotach. Czekam czym zaskoczy mnie nowy sezon. Zdaję się na los :)

A propos musicali... Jest jakaś rola, o której może powiedzieć "wymarzona"?

Jest i nawet już się wymarzyła - Frollo w Notre Dame de Paris. I to wymarzyła się już kilkanaście lat temu za sprawą mojego wuja, który jako pierwszy pokazał mi na DVD ten spektakl. Bardzo ciekawe jest to, że ów wujek jest właśnie... księdzem. Jest jeszcze jeden skomplikowany facet, którego kiedyś bardzo chciałbym zagrać - Henry Jekyll/Edward Hyde.


Dziękuję za rozmowę. Powodzenia!

Piotr Płuska Fot. Anna Korzon-Wnukowska

Ukończyłeś Akademię Muzyczną w Łodzi w klasie śpiewu. W Twojej szkole nie było wtedy klasy musicalu. Dziś taka specjalność działa i już za za rok będzie mogła pochwalić się pierwszymi absolwentami. Klasy musicalu powstały w Warszawie, Poznaniu. Potrzebujemy aż tylu aktorów musicalowych?

Myślę, że ponad wszystko potrzebujemy większej liczby teatrów. Na tę chwilę rzeczywiście może okazać się, że dla młodych adeptów po prostu nie będzie miejsca. Mimo to, dobrze, że powstają wydziały musicalowe przy uczelniach artystycznych. Mam tylko cichą nadzieję, że z czasem przestaną one być marginalizowane przez uczelnie.
Z drugiej strony uważam, że zawód czy to śpiewaka, czy aktora musicalowego powinien być jednak elitarny. Powinno się dużo bardziej skrupulatnie wybierać kandydatów na studia, a ich liczba powinna być także ograniczona. Dla przykładu powiem, że na mój rocznik w akademii muzycznej na śpiew klasyczny przyjęto 8 studentów - i już wtedy "Profesorstwo" stwierdziło, że to sporo, bo w ubiegłym roku było tylko 6 czy 7. Obecnie ta liczba to 15-20 studentów. Myślę, że nie tędy droga...